Przeraża mnie ilość rozwodów wśród kolegów moich synów. To pokolenie 30+. Większość z nich bardzo dobrze znam, czasem od dziecka i zapewniam, że to żadna patologia. Naprawdę serce mi się kroi z żalu, bo są tam małe dzieci, a powody rozstań są, przynajmniej dla mnie, niezrozumiałe. Jednak nie o rozwodach dziś chciałam, dobry (i krótki 🙂 ) artykuł na ten temat jest w Rzeczpospolitej, jeśli zadziała link 🙂 to polecam:

http://www.rp.pl/Spoleczenstwo/302029849-Jak-czesto-rozwodza-sie-Polacy.html

Przy okazji rozmów z chłopcami na powyższy temat, nasunęła mi się refleksja o zmianie mentalności, jako ewentualnej przyczynie tych rozwodów. Wypisałam słówka, które opisują zjawiska dziś niemodne, wręcz tępione, a dla mnie bardzo ważne. No, ale ja już niedzisiejsza jestem, więc powspominać sobie mogę, jak to drzewiej bywało. Zorientowałam się, że te słówka archiwalne są na literkę w lub p. To oczywisty przypadek i nie należy doszukiwać się w tym ukrytych znaczeń. Zacznijm może od p.

Pracowitość. Co roku zaopatruję się w karpie na bazarze, u panów sprzedających ryby ze swojej hodowli w żywieckim i obserwuję szefa, jak sprawnie, fachowo, szybko, spokojnie i profesjonalnie obsługuje klientów. W skład obsługi wchodzi także uśmiercanie i patroszenie ryb, co samo w sobie mogłoby się wydawać odstręczające, gdyby nie jego profesjonalizm. Jak dla mnie jest seksi 🙂 Nie dlatego, że sprawnie operuje kozikiem, ale z uwagi na rzetelność. Nieraz jest mróz, woda zimna, robota żmudna, a on zawsze pogodny. I trzeźwy. Wybrałam celowo taki skrajny przykład. Szanuję wszystkich pracowitych ludzi bez względu na rodzaj wykonywanej pracy. Nie znoszę obiboków i kombinatorów.

Punktualność. Pokolenie 30+ nie żyje bez komórek. To znacznie zmieniło podejście do dotrzymywania pierwotnych terminów. Można odwołać lub przełożyć np. spotkania w ostatniej chwili. To nie ułatwia, ale utrudnia, np. prowadzenie interesów. Moi synowie, wychowani w poszanowaniu dla czasu i słowa, mogą jedynie zgrzytać zębami. Czy ktoś pamięta jeszcze, co znaczy „akademicki kwadrans”?

Poświęcenie. Dziś kogoś, kto potrafi zrezygnować z własnej wygody, korzyści lub czasu, nazywa się frajerem lub nieudacznikiem, a mówienie o tym jest niestosowne. Zupełnie nie wiem, czemu.  Wielu z tych przeciwników poświęcania się ma się tak, jak się ma, bo ktoś się kiedyś dla nich poświęcił, z czegoś zrezygnował, wyrzekł się własnej przyjemności.

Pokora. Jeśli masz więcej niż inni, nie pogardzaj nimi, bo nic nie trwa wiecznie. Nawet sprawność intelektualna. Tak niewiele trzeba, jakieś małe trzęsienie ziemi lub choćby tąpnięcie, a to, co masz może lec w gruzach. Jak wtedy siebie zniesiesz?

Pogodzenie się, że nie jest tak, jak chcesz. To trudne. I nie należy pogodzenia się z niechcianym mylić z rezygnacją. Jeśli wiesz, że choćbyś zrobił wszystko, co można, a nawet niemożliwe, a planów/marzeń/chceń nie zrealizujesz, zwyczajnie zdrowiej jest sobie odpuścić. Inaczej skazujesz się na wieczną frustrację.

Na w jest:

Wstyd. To bardzo pożyteczne przeżycie, choć niezbyt miłe. Ale dzięki niemu nie zrobimy drugi raz lub nie zrobimy wcale czegoś, co przyniosłoby szkodę nam lub bliźniemu. Czy ktoś się jeszcze wstydzi?

Wdzięczność. Bardzo lubię ten stan. Czuję go nawet do osób, które wbiły mi nóż w serce lub tylko bardzo zawiodły. Nie mogę jednak zapomnieć o chwilach, słowach, czynach, które kiedyś sprawiły mi przyjemność, wzruszyły mnie. Bo przecież były. Im więcej w nas wdzięczności, tym jesteśmy szczęśliwsi. Tak myślę.

Wyrozumiałość. Wszyscy mamy swoje wady, słabości, niedoskonałości. Wybaczmy je sobie i innym. Jeśli one nam nie szkodzą, to co nam szkodzi? 😉

Jak się te zapomniane słówka mają do rozwodów? Pojęcia nie mam, ale o nich sobie właśnie myślałam, gdy słuchałam o „znajomych” rozwodach.

 

łabędź

Reklamy