1Nie wiem, czy po każdym upadku można się podnieść. Jeszcze niedawno wydawało mi się to niemożliwe, a jednak się udało. W dużej mierze dzięki czytaniu. Każdy kwadrans, każda godzina niemyślenia o tym, co boli, a czego nijak zmienić się nie da, była ozdrowieńcza. Czytam całe życie, ale tym razem książki miały mi pomóc przetrwać. Wybrałam Czarną Serię. Jakoś mi nazwa spasowała 😉 Potrzebowałam czegoś, co na pewno zmusi mnie do koncentracji, a jednocześnie nie dotknie czułych miejsc, nie wzruszy, nie skłoni do żadnych refleksji – tego akurat miałam pod dostatkiem. Na początku łapałam się na tym, że siedzę przed otwartą książka gapiąc się w okno, a myśli buszują, gdzie nie powinny, ale krok po kroczku udało mi się przebrnąć szczęśliwie przez kilkadziesiąt śledztw szwedzkich, norweskich i fińskich. Autorów ani tytułów nie pamiętam i to jest nie w porządku, ale nie oni byli dla mnie wtedy ważni, a ich papierowe słoneczka, które rozświetlały mi czarne dni. Były wśród tych pozycji książki lepsze i gorsze, czasem całkiem kiepskie, ale każda z nich spełniła swoją rolę. 6Ludzie piszą z różnych powodów: dla sławy, pieniędzy, z chęci ocalenia od zapomnienia. Ciekawe, czy któryś z autorów Czarnej Serii przypuszczał, że pisze dla kogoś, kto chce przetrwać? 5Nie wiem tego, ale jestem im wdzięczna za mozolne układanie słów w zdania, kreatywność i czas. Każda bez wyjątku książka jest słońcem, które może ogrzać i rozświetlić czytającego, jeśli trafi do niego w odpowiednim momencie, a każdy pisarz jest jego stworzycielem określenie twórca do pojęcia słońce nie bardzo mi pasuje.

Dziś zostawiłam Czarną Serię, choć czarna seria mnie nie bardzo chce opuścić, ale na ten czas mam inne potrzeby.  Chcę wiedzieć, dlaczego? I znowu szukam pomocy w książkach, tym razem bardzo konkretnych, starannie wybranych: „Wzgórze Psów” Jakuba Żulczyka, „Rok Koguta” Terezy Bouckowej i „Gizdy” Andrzeja Kapłanka. Być może kiedyś przyjdzie znowu taki czas, że będę czytała tylko dla samej przyjemności?

4

Nie ma książek dobrych i złych. Są tylko, w danym momencie, potrzebne komuś, lub nie. Nigdy więc, nic nikomu nie polecam. Sama też trudno ulegam namowom. Czytanie z przymusu, to jak zmuszanie kogoś do jedzenia – za jednym i drugim musi stać potrzeba i głód.

Podziwiam pisarzy felietonistów, dramaturgów, prozaików, eseistów. Wszystkich tych, którzy w pocie czoła dzielą się słowem i myślą. I zachęcam: piszcie. Może i Wam pisane jest wniesienie światła w czyjeś mroczne życie?

3

 

 

 

 

 

Reklamy