Kilka dni temu odwiedziłam z synem Muzeum Śląskie w Katowicach. Przyjaciółka przestrzegała, żeby mnie tam przypadkiem nie zostawił jako eksponat, więc się pośmiałyśmy. Do czasu. Dokładnie przestało mi być wesoło, kiedy zaczęliśmy zwiedzanie. No, bo ja XX-stowieczna jestem, a to obiekt już z kolejnej epoki. Syn był tam wcześniej, oprowadzając swojego hiszpańskiego kolegę. I dzięki Bogu.

Muzeum zostało urządzone według śląskich standardów: prostoty, precyzji i pracowitości. Żeby je zwiedzić, trzebaby chyba tygodnia albo więcej. A zwiedza się z prawdziwą przyjemnością. Nie ma miejsca na nudę – przeciwnie – chciałoby się kolejny raz wrócić, żeby jeszcze raz zobaczyć dokładniej, spokojniej, bez pośpiechu. Wybraliśmy dział: Historia Śląska. Poznaje się ją idąc labiryntem, począwszy od Wieży Piastowskiej w Opolu. Wykorzystano wszystko, co angażuje zmysły, poza smakiem i zapachem. Nie umiem tego opisać. To naprawdę trzeba zobaczyć i przeżyć. Nawet podłoże zmieniało się w zależności od epoki, od klepiska, przez bruk, po asfalt. Labirynt ma dyskretne wyjścia awaryjne, jeśli ktoś musi skorzystać z WC lub odpocząć.

Całe wnętrze Muzeum jest białe, włącznie z podłogami i schodami. Jak to się dzieje, że jest tak czysto, mimo braku obuwia ochronnego, pojęcia nie mam. Gdzieniegdzie zielone akcenty. Ściany działowe z przeźroczystego szkła. Zwiedzanie zaczyna się przy kasie biletowej, która bardziej przypomina nowoczesną  recepcję w hotelu. Poza biletem dostaje się mapę i informator.

mapa

Jeszcze tylko bramka z wykrywaczem metalu i można zwiedzać. Zdjęć pewnie nie wolno robić, ale pstryknęłam trzy, żeby pokazać, jak świetnie radzono sobie pijarowo w czasie Plebiscytu.

plakat 2

 

plakat 1

I trochę autopromocji :))))

napis

 

Jest jeszcze Order Orła Białego przyznany Wojciechowi Korfantemu pośmiertnie w 1997 roku przez Prezydenta Kwaśniewskiego. Nie dało się pstryknąć, bo zbyt dużo ludzi 😉 a jest naprawdę piękny.  Oczywiście nie widziałam go nigdy wcześniej „na żywo”. I tablica posterunku Policji Śląskiej: nie mogłam wyjść z podziwu nad solidnością wykonania, a przecież to okres po I-wszej WŚ, więc technologie były nie tak wyrafinowane, jak dziś. No i ktoś to (wysokość ok. 50 cm) przechował  przez okres okupacji…I moment, kiedy drogi Śląska się rozchodzą: część zostaje w Niemczech, cześć wraca do Polski,  więc i te drogi  w labiryncie: jedna z napisem „Zapraszamy” w biało-czerwonych barwach, druga z niemieckim odpowiednikiem i zielono-czarnymi barwami, się rozchodzą. I konsternacja zwiedzających, którędy dalej iść :))))

Ostatnie etapy historii pamiętam. Nagle uświadomiłam sobie, że jestem już historią 😦

Ale to tylko takie zajawki. Całości po prostu opisać się nie da.

Potem wypiliśmy kawę i zrobiliśmy trochę zakupów w sklepie z pamiątkami.

katalog

To album, całkiem spory, do przygotowania się na kolejną wizytę. W planie: malarstwo.

kopalnioki

Moje ulubione cukierki ziołowe (anyż, melisa, mięta, dziurawiec i czarny barwnik roślinny), zwane kopalniokami.

kubki

Kubki z Bogucickiej porcelanowy z heksą i utopcem, bohaterami śląskich legend.

O nich i o najduchu można obejrzeć filmiki graficzne, spoglądając przez dziurkę. W sumie to dla dzieci, więc oglądać mogłam tylko schylona, ale ciekawa byłam 🙂 Sprawdziłam sobie też znajomość gwary. Za każdą dobrą odpowiedź dostaje się pochwałę słowną od komputera i kawałek obrazka. Szybko ułożyłam cały 😉

Jeśli Was nie zachęciłam, to nie wina Muzeum, ale mojej nieudolności. Ale polecam z całą odpowiedzialnością.

 

Reklamy