Te wielkanocne jajeczka są takie urocze. Stanowią prawdziwą, dla mnie jedyną poza rzeżuchą, ozdobę świątecznego stołu, nawet jeśli któryś z domowników przed czasem pożre część tej dekoracji.

Ale zdarza się, że któreś pęknie. Można tę rysę jakoś zakamuflować lub po prostu wyrzucić. Przynajmniej ze świątecznego stołu. Dokładnie jak z rodziną. Oj, wiem, że przy świętach to powinno pisać się teksty pełne lukru i wiary w odrodzenie, znaczy, że będzie lepiej. Jak się w to wierzy. A jak się w to nie wierzy, bo ta wiara poszła się gonić z zajączkiem wielkanocnym? Moja tak się właśnie puściła i nic się na to nie poradzi.

Powinnam o tym swoim fejsbukowym [na fotkach wygląda naprawdę super] święcie powiedzieć komuś bliskiemu, ale jednym nie chcę psuć świąt, a inni nie zrozumieją. Pytanie: „czy jest już dobrze?” doprowadza mnie do rozpaczy. Jakim to sposobem może być dobrze, kiedy istota bólu jest trwała i niezmienna? Tym trzecim nie ufam aż tak, żeby się zwierzać. A mój Anioł Stróż, rozumiejący i mądry, odszedł. Blog to takie bezpieczne miejsce – nikt nie musi mnie czytać, nikt nie musi komentować. A już na pewno nie musi przejmować się mną.

A czeka mnie naprawdę trudne zadanie/konieczność/mus – muszę odciąć się od dwóch bliskich, kochanych osób, bo inaczej nigdy nie zaznam spokoju. Nie wiem, czy to w ogóle możliwe. Te wszystkie nici powiązań – istna pajęcza sieć.

 

Już teraz mam poczucie winy. A może to tylko ckliwy sentymentalizm, kiedy słucham Katie Malua? I wspomnienie kogoś, kto mi ją pokazał? To było 100 lat temu, więc jakby w ogóle nie było. Miał na imię Jarek i był taki młody. Za młody, więc poszedł do kasacji. Mam nadzieję, że jest szczęśliwy.

Czy dobra matka musi znosić wszystko? Być zawsze cierpliwa, rozumiejąca i wybaczająca? Czy to okropne i karygodne, jeśli się nie jest w stanie być taką matką? Staram się ze wszystkich sił, jak całe życie, tyle, że sił już coraz mniej. Na jutro planuję dezercję z rodzinnych obowiązków. Nie z kaprysu. MAM DOŚĆ.

 

indeks

 

 

Reklamy