To pytanie nurtuje mnie od dawna: ile o sobie można napisać na ogólnodostępnym blogu, żeby przy okazji nie otrzeć się o ekshibicjonizm? Albo o prokuratora, jeśli ktoś z mojego życia zechciałby go zatrudnić 🙂 Zazwyczaj pisze się o tematach zewnętrznych, może i emocjonujących, ale w sumie w prawdziwym życiu obocznych. Tak, wiem, to indywidualna decyzja każdego blogera. Jednak nie daje mi to spokoju, bo wiem, że każde życie jest jak powieść Kinga – niewiarygodne, zaskakujące, niepowtarzalne i w pewnym/dużym stopniu mistyczne. I pouczające.

Rodziny tworzą pewne legendy dla swoich członków, żeby się dowartościować, coś trupa w szafie ukryć. To takie edukacyjne tajemnice. Żeby nowe pokolenie czuło, że pochodzi z dobrej rodziny. Motywacja jest zasadna i w swoim zamiarze szlachetna, pod warunkiem, że to nowe pokolenie przypadkiem się na te rodzinne sekrety nie nadzieje. Wtedy następuje, wcale niepiękna, katastrofa.

Sagula pisała coś ostatnio o karmie. W sumie średnio w taką interpretację losu ludzkiego wierzę, ale jeśli się mylę, to moi przodkowie musieli nieźle komuś zaleźć za skórę, bo to podobno właśnie dzieci płacą za winy rodziców. Mam w szufladzie kartkę, specyficzną, od jednej naszej powinowatej przez małżeństwo, adresowane do mojej mamy, z „życzeniami” przekleństwem, żeby jej dzieciom jestem, kurna, jedynaczką żyło się tak źle, jak jej. Dużo nienawiści. Nie pokazaliśmy mamie tej kartki. Kojarzę tę kobietę, ale co jej mogła zrobić moja rodzina, bladego pojęcia nie mam. Autorka zmarła niedawno, wcześniej określano ją jako wariatkę niezrównoważoną. Kiedy przytrafia mi się kolejny dramat, myślę o niej. Pewnie by się ucieszyła.

W poniedziałek wypełniałam jakieś papiery, jednocześnie rejestratorka zapytała mnie o adres, a ja zapomniałam numeru domu! Ja pie…lę 😦 Syn mi podpowiedział. Kompletna załamka 😦 Nie, nie straciłam pamięci, po prostu od dłuższego czasu mam kłopoty ze skupieniem się. Jakby ktoś nawet wiem, kto wysadził cały pojemnik ze spokojem w powietrze. Taki zamach terrorystyczny, którego nikt nie będzie ścigał.

Więc, tak sobie wtedy pomyślałam, że może gdybym to WSZYSTKO opisała, pokazała, poddała ocenie/obiektywnemu osądowi, to może już bym potem nie zapomniała, gdzie mieszkam? 🙂 😦

Znam zdanie mojej Przyjaciółki. Jest przerażona tym, co tutaj wypisuję obcym ludziom (pozdrawiam Cię z miłością, jeśli jeszcze mnie czytasz). Może ma rację? Ja tak nie uważam. Ludzie, to ludzie. Nie ważne, czy się z nimi upiję, czy popiszę 😉

Jakoś muszę się rozprawić z tym kortyzolem, który zatruwa mi umysł, nie przeklinając czyichś dzieci.

 

images

Reklamy