Wiosna jest czasem nadziei i zaczynu na przyszłość. To czas siewu i pielęgnacji przyszłego zbioru. Lato jest rozbuchane i burzliwe, a jesień to uspokojenie, bo nic się już nie zdarzy; co się zasiało, to się zbierze, a plony zapewne nigdy nie są takie, jakich się spodziewano. I nie chodzi o to, czy są lepsze, czy gorsze – zazwyczaj są zupełnie inne, niż planowano.

Podobnie jest z ludźmi. Termin „jesień życia” absolutnie i zdecydowanie nie jest mój autorski 🙂 ale dopiero teraz naprawdę go zrozumiałam.

Zawsze byłam zdania, że ludzie się nie zmieniają, że zmianie ulegają jedynie ich zachowania. Teraz mam wątpliwości. Pewnie w niejednej sprawie się myliłam, ale dopiero teraz mam odwagę? mądrość? determinację? desperację? 🙂 żeby to przyznać. I bardzo się z tego cieszę, nieomalże jak Sokrates mówiący: „wiem, że nic nie wiem”.

ona

Wrześniowi Ludzie emeryci, znaczy mają dużo do opowiedzenia. Nie raz, chcąc nie chcąc, siedząc z boczku w kafejce, słuchałam ich opowieści. Kiedyś o ich autorach powiedziałabym: „stare pierdoły”, dziś myślę sobie: „jak wiele ciekawych historii przeżyli”.

on

Wrześniowi Ludzie mają też długą listę bliskich osób, których już nie ma wśród żywych. Na stypie Matki powiedziałam, tak prosto z serca, że mam nadzieję, że to ostatni pogrzeb, który „organizuję”, bo następnego bym nie przeżyła. Ciężko znoszę rozstania. Ex mimo woli 🙂 wyświadczył mi ogromną przysługę: nie będę musiała go żegnać. Bardzo współczuję koleżankom, które odprowadzały swoich mężów na cmentarz. Kaplica. Dosłownie. Nie wiem, jak bym sobie poradziła.

No i jeszcze jedno, co łączy Wrześniowych Ludzi – namacalnie i wyraźnie pogarszające się kompetencje różnych organów i ciała w ogóle. Z tym też trudno się pogodzić. A trzeba.

I jeszcze to, że tak w głębi duszy, ciągle są dziećmi, nastolatkami, powabnymi kobietami/mężczyznami, tyle, że ukrytymi pod nieatrakcyjną powłoką i ograniczeniami starości.

la vi

I tyle…