Strzelec to ma przechlapane i to już na starcie. Rodzi się akurat wtedy, kiedy jego matka ma zupełnie co innego do roboty, bo to przecież święta na karku. Zresztą tak samo, jak wszyscy wkoło. Komu jest w takim okresie potrzebny wrzeszczący bachor? Jasne, wszyscy czekają na dzieciątko, ale zdecydowanie mniej wymagające. Strzelcowi nie wystarczy okrycie siankiem 😉

Potem z każdym rokiem jest już tylko gorzej. W jednym miesiącu musi zaliczyć Mikołaja, urodzinowe i świąteczne życzenia i prezenty. Dorosły strzelec musi je dodatkowo wyprawić. Masakra.

Jest jeszcze opcja imienin, ale u mnie to czerwiec, a bliźniakami postanowili być i syn i wnuczka. Kaplica.

strzelec

Mam już sporo urodzin za sobą 🙂 Były nijakie, których nie pamiętam, bo i po co? I paskudne, które pamiętam, choć nie wiem, po co? Ostatnie (żebym nie wykrakała 🙂 ) były spokojne, pełne serdeczności i miłości. Takie, które pozwalają zapomnieć o kłopotach i wrednych bliźnich. Zostałam obdarowana nie tylko ciepłymi uczuciami i pamięcią tak, że mnie to deczko zdeprymowało, bo może nie jestem najgorsza na świecie, ale bez przesady 😉

Taka ciekawostka (może chociaż Jotkę zainteresuje 🙂 ) – dostałam książkę „Mały Princ” – czyli „Małego Księcia” w śląskiej wersji językowej i „Dracha” Twardocha w dwóch egzemplarzach: jedną klasyczną polszczyzną pisana, druga – w gwarze śląskiej. Czyta się…ciężko 🙂 Słowa (w większości) znam, ale dopiero kiedy je przeliteruję, bo nie mam wdrukowanego w pamięć ich obrazu graficznego, jedynie fonetyczny.

princ   drach  drach 2

Aha, i Mikołaj też u mnie był, nawet Rudolfa mi na pamiątkę zostawił 🙂 Pewnie już znowu dorosłam do tego święta 🙂

Reklamy