Dziś, zupełnie przed chwilą, ktoś bardzo bliski, wbił mi nóż prosto w serce. Tak po prostu. I zupełnie nie wiem, co z tym zrobić.

serce

W takich chwilach przywołuję wspomnienie Babci Emilki.

Milka bo tak ja nazywano nie była werbalnie edukacyjna. Mówiła niewiele, bo zwyczajnie nie miała na to czasu, a poza tym nie było to w jej stylu. Uczyła mnie życia głównie swoim przykładem, ale jeśli już coś powiedziała, to pamiętam to do dziś, bo przeczuwałam, że to musi być ważne.

Babcia Milka miała trudne życie. Tak trudne, że kiedyś powiedziała mojej mamie, że gdyby wiedziała, że te tory kolejowe są tak blisko, to pewnie by się rzuciła pod pociąg. Była najstarszą córką w bardzo wielodzietnej rodzinie, jedną z bliźniaczek, tą, która przeżyła. Jej matka zmarła w połogu. Potem miała jeszcze trzy matki (macochy, znaczy), a jedna podlejsza od drugiej. Opiekowała się całym, licznym rodzeństwem. Ojciec wydał ją za mąż za powstańca śląskiego, bo jakże by inaczej, choć ona kochała z wzajemnością syna bauera, ale to był przecież Niemiec. Małżeństwo skończyło się szybko, bo Emil, jej mąż zmarł po kilku latach oficjalnie na gruźlicę, a tak naprawdę miał odłamek w płucach z powstania, do czego nie mogli się przyznać, bo choć wyprowadzili się na polską stronę, do Królewskiej Huty (dzisiejszy Chorzów), to szybko i tam nastały Niemcy. Została bez środków do życia, z rocznym i trzyletnim dzieckiem. W determinacji, którą chyba po niej odziedziczyłam, wytoczyła proces swojej macosze o maszynę do szycia po matce. I wygrała. I to uratowało im życie. Szyła za towar dla sąsiadów, w zupełnie obcym mieście, gdzie wprawdzie siostra męża była dobrze ustawioną żoną polskiego policjanta wtedy to naprawdę wiele znaczyło, ale z pomocą nie kwapił się nikt. Bidowali bardzo, ale o dziwo, moja mama i jej siostra bardzo dobrze wspominały dzieciństwo. Dziewczynki były zadbane i kochane. I lubiane. Tamci ludzie, w sumie obcy, do dziś utrzymują kontakt z moją rodziną i w sumie stali się tą rodziną. Taką przyszywaną.

Potem skończyła się wojna i Babcia wróciła w rodzinne, polskie już strony. Córki dobrze powychodziły za mąż, ale Babcia ciągle pracowała, to znaczy opiekowała się mną i domem mojej mamy, która robiła karierę.

Przeglądam stare zdjęcia i tak jest jej mało na nich  😦  Zawsze żyła w cieniu, ale w moim życiu była najważniejsza. I ja dla niej też. To dla mnie w chwili, gdy sądziła, że umiera, ściągnęła z palca srebrną obrączkę złote dała mojej ciotce. Noszę ją do dziś. W tym roku, gdy dawałam ją do poszerzenia, jubilerka skomentowała, że „to marna próba”, a ja pomyślałam: „sama jesteś marna”. Bo jest taka biżuteria, która nie ma ceny.

Dziś, kiedy boli mnie zranione serce, myślę, co ona by zrobiła? Wiem, wiem, ale to mi nie odpowiada, bo nie miała racji, ale mnie ukształtowała na swoje podobieństwo i pewnie postąpię tak, jakby ona by postąpiła, bo inaczej nie umiem. Pewnie wybaczę. Bo na wojnie nie ma wygranych. Są tylko przegrani. Miłość to największa wartość. Jak można ją obronić okładając się nienawistnymi słowami? Wybaczę, ale nie przemilczę. Wybacz, Babciu.

Kocham Cię bardzo, choć dawno nie ma Cię na świecie, ale w moim sercu będziesz żyć zawsze.

SONY DSC

Reklamy