Podobno są dwie pewne rzeczy na tym świecie: śmierć i podatki. Niekoniecznie w tej kolejności. Co poniektórzy politycy nawołują do rozmowy o problemach, nie o personaliach i jestem za, a więc voila, porozmawiajmy o podatkach.

Podatki to rzecz ważna. Z podatków obywateli państwo zapewnia im kształcenie, leczenie, ochronę, obronę, pomoc społeczną, utrzymuje urzędy i partie polityczne. Pewnie coś pominęłam, ale i tak widać, jak bardzo są potrzebne. Zdarzają się wprawdzie politycy, którzy nie widzą ich sensu, ale ich sobie darujmy.

Jedno mamy za sobą – podatki to rzecz istotna dla funkcjonowania państwa. Druga sprawa, i tu już łatwo nie będzie, czy podatki mają być wysokie, czy niskie, jednakowe dla wszystkich, czy zróżnicowane? Na to pytanie inaczej odpowie beneficjent dóbr podatkowych, inaczej ich płatnik. Wysokie podatki tylko pozornie sprzyjają państwu. Przedsiębiorcy pracują, żeby zarabiać, więc jeśli ich zbyt mocno przycisnąć i im się nie kali, po prostu zwiną interes lub sam się zwinie, czyli zbankrutują. Jakby nie było, zapłacą podatków 0 czyli nul, czyli korzyści dla państwa żadnego nie będzie. Jeśli, natomiast, podatki będą zbyt małe może zwinąć się państwo, a to z kolei nie przysłuży się biznesowi. Wniosek jest taki, że minister finansów nie może być (jedynie) z nadania politycznego. Musi coś umieć, żeby rozwiązać ten problem i to najczęściej metodą prób i błędów. I wyciąganiem właściwych z tego wniosków.

Kolejna sprawa, która dla mnie jest najbardziej ??? drażliwa ??? to kogo opodatkowywać. Zasada jest taka, że płaci się podatek od każdego dochodu. Oczywiście, tak się nie dzieje i to wcale nie (tylko) dlatego, że obywatela mają w nosie prawo. System fiskalny jest tak rozbudowany, nietrwały i czasochłonny, że odstręcza np. fachowców od piecyków, hydrauliki, czy innych drobnych napraw, od zaistnienia w nim. Także krawcowe od drobnych przeróbek dla sąsiadów. I komputerowców świadczących sporadycznie drobne przysługi znajomym. No, nie pracują za darmo, ale gdyby mieli jeszcze zakładać działalność gospodarczą i wypełniać te wszystkie administracyjne obowiązki wobec państwa, nie mieliby czasu na np. wymianę spłuczki w klozecie, co dla mnie jest ważne. Inna sprawa, bardzo mi się nie podobająca, to dochód od wynajmu własnego mieszkania. Jeśli jest to moje (załóżmy hipotetycznie tylko, niestety 🙂 ) mieszkanie, to, do kurki nędzy, mam prawo nocować tam kogo chcę i nikomu nic do tego. Przykładów, co do którym mam wątpliwości, jest wiele, a te wątpliwości są o tyle uzasadnione, że prawo jest tu najczęściej łamane i jest to produkcja „przestępców”. A może korzystniej dla wszystkich by było uczynić prawo fiskalne bardziej ludzkim? To trochę tak, jak z trawnikami i wydeptywanymi na nich ścieżkami „na skróty” przez mieszkańców. Czy nie lepiej w miejscach wydeptanych zrobić dróżki, a nie tam, gdzie się architektowi zieleni spodoba? Na osiedlach na zgniłym zachodzie najpierw obserwowano, gdzie ludzie chodzą, a potem dopiero projektowano trawniki.

Każdy rząd po kolei obiecuje uproszczenie w rozliczeniach z fiskusem, ale poza nowym bałaganem, nie robi nic pożytecznego dla płatników, więc UWAGA! i Ty możesz zostać Al Capone, który miał na sumieniu wiele, ale trafił za kraty za podatki.

pit

Al Capone miał ogólnie prawo w głębokim poważaniu, ale jest wielu fachowców świetnych w swoim fachu, za to nie mających bladego pojęcia o zawiłościach fiskalnych, tym bardziej, że ciągle się zmieniają, bo mało kto jest dobry we wszystkim, co jednak nie zmienia faktu, że mogą skończyć jak Al Capone. Jeśli taka będzie wola aktualnie (czas nieokreślony) rządzących.

Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii i doświadczeń. Sama (już) nie prowadzę działalności gospodarczej. Odechciało mi się, choć lubię swój zawód.