W tym roku czekają nas wybory. Jedni mają już swoich faworytów, ja nie, więc staram się, pisząc, uporządkować swoje nadzieje, obawy i preferencje. Pisałam już o podatkach, bo choć pieniądze (podobno 🙂 ) szczęścia nie dają, ale jednak pomagają w życiu, więc dobrze jest mieć jakieś oczekiwania w tym zakresie, zwłaszcza, że to grosz publiczny, nierzadko wdowi, bo i wdów fiskus nie omija.

A poza tym chciałabym bardzo, BARDZO, żeby było normalnie.

Syn, kiedyś, żeby opłacać studia, zarabiał na czesne przez rok w UK. Był UK zachwycony, a ja go zapytałam, co tam mu się tak bardzo podoba? Po zastanowienie odpowiedział: „bo tam jest normalnie”. Czarne jest czarne, białe jest białe i nikt tego nie neguje, co przyznacie, jest poznawczym luksusem 😉

Podam może przykład. Pisałam już kiedyś o tym, ale sprawa jest warta przypomnienia. I zastanowienia. I wkurzenia się nawet 🙂 Mnie akurat wkurza na maksa. Chodzi o Powiatowe/Miejskie Zespoły do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności (nie mylić z tymi ZUSowskimi). Te Zespoły orzekają o stopniu niepełnosprawności, na podstawie dokumentacji dostarczonej przez pacjenta (biedak musi w ciągu miesiąca zdobyć wszystkie zaświadczenia od specjalistów – dobre, dobre 🙂 jakby Zespół nie wiedział, ile się czeka na wizytę u specjalisty 🙂 ) Zespół – Wespół (doktor – geniusz, który zna się na wszystkim i pracownik socjalny, który stawia krzyżyki przy ankiecie), co dwa lata maglują inwalidę, nawet jeśli zwyczajny chłopski rozum dyktuje, że można mu wydać orzeczenia na czas nieokreślony.

„Stopień niepełnosprawności osoby zainteresowanej orzeka się na czas określony (jeżeli według wiedzy medycznej może nastąpić poprawa stanu zdrowia) lub na stałe (jeżeli według wiedzy medycznej stan zdrowia nie rokuje poprawy)”.

Czemu to robią? Jak myślicie? 🙂 Dobrze myślicie! Bo mają z tego kasę. To jest rozbój w biały dzień. Dziecko upośledzone w stopniu znacznym, uczeń Szkoły Życia, musi co dwa lata udowadniać (a raczej, jego rodzice) jak bardzo odstaje od rówieśników. Sądzicie, że to jest miłe? 😦 Nawet tylko pisząc o tym się trzęsę. To dla mnie zwyczajny sadyzm, bo ci rodzice daliby wszystko, żeby tak nie było. Po co, więc, ich jeszcze tak upokarzać? Takich przykładów jest multum. Dzisiejsza notka  powstała między innymi za przyczyną pewnego ortopedy, który wyszedł z nerw, kiedy jego pacjent, który w wypadku stracił dwie nogi, znowu przyszedł z prośbą o zaświadczenie do Zespołu. Opinia ortopedy brzmiała tak: ” Chłopu ujebało dwie nogi. One mu nie odrosną. Nigdy”. Dopiero wtedy pani doktor – geniusz i pracownik socjalny (największy obibok, jakiego znam, pracowaliśmy kiedyś razem) dali mu orzeczenie na stałe. To q nie jest normalne. A powinno być.

Zaznaczam, że nie wiem, czy dotyczy to wszystkich Zespołów „służących” tym, dla których los nie był łaskawy. Jakby jednak nie było, to przepisy dotyczące niepełnosprawności są tak skonstruowane w naszym kraju, że (jeśli statystyki, które znam są nadal aktualne) mamy najmniej inwalidów w UE! Na papierze i w statystykach. A podobno stopień rozwoju cywilizacyjnego mierzy się postawą wobec słabszych…

 

Gagik Parsamian

 

Chcę w żyć w kraju, gdzie publiczne pieniądze bierze się za to, co służy ludziom, a nie geszefciarzom. Gdzie nie obraża się rozumu nawet takiego przeciętniaka, jak ja. Gdzie nie pierze się mózgów młodym przykładem, że nie należy zapracować, ale zarabiać, a to duża różnica.