Każdy dowódca wie, że równie ważne, jak uzbrojenie, jest morale wojska. Niejedna bitwa została wygrana mimo, że teoretycznie tak się stać nie powinno, ale determinacja i wola zwycięstwa przeważyły szalę. Nie, nie wybieram się na wojnę, ale zamierzam powalczyć, jak umiem, o przyszłość Polski demokratycznej, wolnej od strachu, absurdów i niekompetencji. O tej przyszłości zadecydują październikowe wybory do sejmu i senatu.

I to też jest walka, do tego nierówna, bo przeciwnik dysponuje naszą telewizją, naszą kasą na łapówki wyborcze i swoimi bezkrytycznymi wyborcami. Opozycja, natomiast, ma jedynie swoich wyborców i to wcale nie bezkrytycznych. I dobrze, jeśli poza samą krytyką wnoszą jeszcze jakąś wartość dodaną w postaci pomysłów, aktywności własnej, a przede wszystkim wiary w zwycięstwo.  Bo jeśli wyborcy mękolą, wątpią, jęczą i stękają, to po co i dla kogo walczyć?

Tym bardziej jest to dla mnie niezrozumiałe, że opozycja walczy w starciu, gdzie jedna ze stron nie przestrzega żadnych zasad, olewa równym siurem przyzwoitość i zdrowy rozsądek, nie liczy się z konsekwencjami swoich poczynań dla państwa, jednym słowem stosuje metodę na bezczela. To tak, jakby w ringu bokserskim jeden z zawodników posłużył się maczugą.

Może i Schetyna nie ma charyzmy Tuska, ale bez Schetyny Platforma nie wygrałaby wyborów dwa razy z rzędu. To on organizował wybory, dyrygował pracą w terenie, jednym słowem robił czarną robotę na wagę wygranej. Czemu miałoby mu się teraz nie udać?

Lewica lewituje w stronę opcji jednej partii (SLD) i to dobrze. Czarzasty nie jest w ciemię bity i dobrze wie, że wybory mają więcej wspólnego z matematyką, niż ideałami. O nich można porozmawiać po zwycięstwie.

PSL jest na musiku. Sam się zresztą tak ustawił. Albo przekroczy próg albo zniknie ze sceny politycznej. To jest naprawdę silna motywacja.

Jednak, żeby wykorzystać potencjał polityków opozycji, potrzebna jest determinacja wyborców. A jest o co się bić. Demokracja, wolne sądy, wolność, to nie są tylko abstrakcyjne słowa. Ludzie kombinują tak: jeśli nie będę się wychylać, będę w porządku wobec państwa, to nie spotka mnie żadna krzywda. I to prawda. Ale tylko w państwie demokratycznym, a i to nie zawsze, tyle, że skala krzywd jest zdecydowanie mniejsza. Dziś w pisowskim senacie przeszła co za niespodzianka poprawka niekorzystna dla niepełnosprawnych uchwalona przez nieuwagę także głosami posłów PiS. Jeśli opozycja weźmie senat, to takich jaj zbuków nie będzie. A to jest możliwe.

Proszę więc was bardzo, czarne wrony, jeśli brak wam wiary, trudno, siądźcie i płaczcie, ale w domowym zaciszu. Nie zarażajcie innych swoim nihilizmem.

 

wrzos5

 

 

Reklamy