Recept na szczęście jest wiele, ale żadna z nich nie jest uniwersalna. Dla każdego, bowiem, szczęście oznacza coś innego. Pewnie każdy spotkał się z określeniem „uszczęśliwianie na siłę”. Tak zdarza się, kiedy ktoś nam albo my komuś chcemy „sprzedać” swoją wizję szczęśliwości.

Z drugiej jednak strony, odpowiedzenie sobie na pytanie, co mnie uszczęśliwia – sprawia radość, daje wytchnienie, wzrusza – wcale nie jest łatwe. Trzeba siebie dobrze poznać, zaakceptować i być sobie wiernym. A także mieć odwagę realizować swoje, a nie czyjeś wyobrażenia o szczęściu. To nie łatwe np. co roku jednakowo zachwycać się Wisłą, kiedy znajomi zwiedzają wielki świat i traktują moją miłość albo z niedowierzaniem albo jako nieszkodliwe dziwactwo. Dla sprawiedliwości: ja także podejrzewam ich o nieszczerość w tych zachwytach nad światowymi wojażami do znanych kurortów, które dla mnie w żadnej mierze nie są pociągające 🙂

Ale to był tylko taki przykład na to, że jesteśmy różni i mamy różne potrzeby. Jeśli tylko są one tożsame z naszymi potrzebami i możliwościami i nie są uwarunkowane uczestnictwem osób trzecich, to jest OK. Nie można oczekiwać od innych, że muszą podzielać naszą wizję szczęścia, czy choćby miłego spędzania czasu, ale możemy zawalczyć o to, by nikt nie ograniczał naszego wolnego jego wyboru.

 

wrzos4

Reklamy