Jako, że czułam się dziś fatalnie, moja aktywność ograniczyła się do oglądania i słuchania, ale za to nie byle czego. Przejrzałam dostępne w necie materiały z odsłonięcia pomnika Wojciecha Korfantego. Włącznie z mszą świętą. I wystąpieniem Prezydenta.

Pewnie komuś wyda się to nudne, ale wcale takie nie było. Uroczystość trwała długo, była naprawdę starannie przygotowana i celebrowana. Padło wiele prawdziwych, choć i gorzkich słów. I niezależnie od politycznego umocowania wypowiadających je oficjeli, wyjątkowo zgodnych. I mądrych.

Korfantemu ten pomnik na szlaku Ojców Założycieli Niepodległej Polski należał się jak psu zupa. Naprawdę długo by szukać większego patrioty, a jeszcze dłużej kogoś tak paskudnie i haniebnie potraktowanego przez tę Polskę, której poświęcił całe życie. W bazylice archidiecezjalnej św. Jana Chrzciciela jest popiersie Korfantego z napisem: „przywrócił Polsce Śląsk”. I tak było. W zamian został zamęczony na Pawiaku. Nie, nie przez hitlerowców. Przez sanacyjny, polski rząd. Przez rodaków. Uwolniono go już konającego. Przeprowadzona operacja ukazała, zdaniem lekarzy, stan wątroby taki, jak po podaniu arszeniku. A wrócił do Polski z emigracji (wcześniej był więziony w Twierdzy Brzeskiej), bo wiadomo już było, że Niemcy szykują się do wojny. Chciał bronić Polski, jak w III Powstaniu Śląskim, a ta Polska zgotowała mu taki los. Zmarł 17 sierpnia 1939r.

Wcale mnie nie dziwi, że trzeba było czekać aż 80 lat po jego śmierci, żeby wystawić mu pomnik. Zdecydowanie bardziej opłacało się milczeć nad tą trumną.

Pomnik tego wielkiego Polaka odsłonił jego wnuk, ledwo mówiący po polsku. Rodzina Korfantego wyjechała do Stanów w obawie przed represjami i ze strony polskiego rządu i przed Niemcami. Po wojnie do Polski wróciła już tylko jego żona. I w tym jak w soczewce skupia się los wielu Ślązaków: dla Polaków byli nazbyt niemieccy, dla Niemców nazbyt polscy.

Ślązacy nie kochają Piłsudskiego i trudno im się dziwić. Ale swój pomnik ma. Na Kasztanku. Chorwat projektował. Na wysokim cokole, a i tak dnia pewnego zniknęła mu szabelka. Ale się znalazła. 

Wracając do pomnika Korfantego, to, o ile mi wiadomo, powstał z inicjatywy samorządowców śląskich gmin. Nie było jednak zgody między nimi w tym, czy mają zrobić zrzutkę na ten pomnik, unosząc się honorem, czy też unosząc się honorem 🙂 poczekać, aż władze państwowe wypełnią swoją historyczną powinność. Koniec końców pomnik ufundowało miasto Warszawa, czyli Prezydent Rafał Trzaskowski, który ma żonę Ślązaczkę, a wiadomo, że za wielkimi czynami wielkich ludzi zwykle stoją ich żony 😉 Ale to już tylko moja interpretacja.

Żeby nie było…poryczałam się, gdy do pomnika podchodziły kolejne osoby składające hołd (i wieńce) Korfantemu: Prezydent, Premier…Poryczałam się, bo mój ojciec tego nie dożył. I wiem, co by wtedy warknął: tak, schylajcie przed nim głowy pippippip. Nie, nie z arogancji. Nawet nie ze złości. Ale z bólu wielkiego. Bo mężczyźni prędzej przeklną, niż zapłaczą. Ja jestem kobietą, więc mogłam sobie pozwolić na łzy.

Na Śląsku nie wszystkim ten pomnik się podoba. Niektórzy uważają, że „wyglądo jakby boł łożarty” (pijany). No i że nie było barw śląskich poza biało-czerwonymi. Ja nie podzielam tych opinii. Korfanty był zawsze posłem polskim, nie śląskim i za polskością się opowiadał. A że nie stoi na cokole, ale oparty oń? To też ma swoją wymowę, jak przekonywał Prezydent Trzaskowski: II RP nie postawiła go na cokole, więc taki pomnik jest bliższy prawdzie historycznej.

Odsłonięcie_pomnika_Wojciecha_Korfantego_w_Warszawie

Mamy jedną Polskę, ale sklejoną z kawałków o różnej historii i przeszłości. Często niełatwej. Może byśmy, w ramach patriotycznego odruchu, zamiast puszczać race i machać chorągwiami, starali się ją poznać? Może fajnie byłoby się poznać nawzajem?