To miało być przyjemne spotkanie, na ekscytujący temat. Spodziewałam się wieści, które mnie żywo interesują żadne tam plotki. Ale nie było miło, bo nie mogło być. Gość przyszedł z wieścią, że kolejny młody człowiek z naszego kręgu odebrał sobie życie. Osiadł na nas pył lęku i smutku. Nikt nie miał potrzeby rozmawiać o niczym innym. Padło rzecz jasna sakramentalne: dlaczego?

Podobnie jak w pierwszym przypadku sprzed dwóch lat, odszedł młody, przystojny, zamożny mężczyzna. Tak, obaj byli pod opieką psychiatryczną, mieli czujną i wspierającą rodzinę. Rodzinę teraz pogrążoną w rozpaczy i pewnie w poczuciu winy, którego nigdy się nie pozbędą, bo być może można było zrobić coś więcej, powiedzieć coś, czego się nie powiedziało albo nie mówić słów, które padły; zorientować się wcześniej, zareagować…Jeśli dziecko ginie w wypadku, umiera na skutek choroby lub zabójstwa, to tragedia ma swojego winnego. Bo zawsze szukamy winnych. W przypadku samobójstwa to rodzina czuje się winna i nigdy do końca sobie nie wybaczy.

Znam jego rodziców i brata. Nie umiem pomóc. Nie umiem powiedzieć im, że tak czasem jest, że życie boli tak bardzo, że chce się, żeby to wszystko się już skończyło i że nie mogli nic zrobić. Ani medycyna.

Bardzo, BARDZO chciałabym znaleźć słowa, argumenty, pocieszenie i sposób ich przekazania, żeby już żaden rodzic nie opłakiwał swego dziecka w takiej sytuacji. Ale nie umiem. I źle mi z tym. Bezradność to fatalne uczucie.

Jeśli cierpisz, z jakiegokolwiek powodu, nigdy nie myśl o tym, żeby pozbyć się cierpienia odbierając sobie życie. Bo nie decydujesz tylko o swoim życiu, ale i swoich najbliższych, których jedyną winą jest to, że Cię kochają. Wraz z Twoją śmiercią ich życie także się skończy, choć inaczej. Czy naprawdę tego chcesz?

w19

Nie chciałam wrócić na blog ze smutkami. Przeciwnie, mam wiele pomysłów na notki przynajmniej neutralne. Uznałam jednak, że to ważny temat. I jeszcze, że temu młodemu człowiekowi i jego rodzinie należy się choć chwila refleksji.