Miałam naprawdę cudowne dzieciństwo. Nie, żeby całkiem beztroskie. Nie, żeby nikt nie sprawiał mi czasem przykrości. Nie, żebym wszystko rozumiała, a to, czego nie rozumiałam i czułam, że coś jest nie tak, brałam na swój dziecięcy kark – „to przeze mnie”. Cudowne dlatego, że gdy zwierzałam się ze swoich dziecięcych strapień babci (mama pracowała) zawsze uzyskiwałam pocieszającą odpowiedź i tłumaczenie, z którego wynikało, że ludzie są dobrzy, a jeśli czasem nas ranią, to przypadkiem, bo tak naprawdę, to nie chcieli.

O tym, że ktoś może mi wyrządzić celowo przykrość, dowiedziałam się mając 25 lat. Cios prosto w serce. Mój dotychczasowy świat legł w gruzach. Nie, to nie była jakaś super ważna sytuacja, ale taka, gdzie złej woli nie dało się już wytłumaczyć. Pamiętam ogromny zawód, zdumienie i ból. I wstyd, że mogłam być taka naiwna i dobroduszna.

Miałam ogromny żal do babci przez długie lata, ale dziś jestem jej wdzięczna za ten piękny czas wśród wyłącznie dobrych 🙂 ludzi. Czułam się kochana i bezpieczna. I dziś ją rozumiem. Wiedziała, że w życiu spotka mnie niejedna krzywda, może i tragedia, więc póki mogła otulała mnie dobrymi uczuciami, wiedząc, że potem jej nie będzie, że nie będzie mogła mi pomóc.

Bo w sumie, jaka jest wychowawcza alternatywa? Pokazywać dziecku świat z ludźmi niegodziwymi, czyhającymi jak szakale na każde jego potknięcie, by go dopaść? Ludźmi głupimi, godnymi pogardy? Jak ma przetrwać dziecko w takim świecie? Może tylko stać się jeszcze gorsze od innych, żeby się nie dać pogrążyć – pogrążać innych. Czy takiego dzieciństwa bym chciała? Na pewno nie.

Swoim dzieciom pozostawiałam wybór, choć ostrzegałam ich, ale nie nachalnie 🙂 I zbierałam do kupy, jak dostawały baty. Nic więcej nie umiem zrobić.

Nie ma wychowania idealnego. Zawsze jest coś za coś. No i wychowujący przecież też są tylko ludźmi i mają swoje ograniczenia.

wr11

Notkę dedykuję Basi, która jest gotowa

codziennie dać Wam sto pociech.