Właściwie to pytanie powinno brzmieć: czy warto dbać o bliźnich?

Nie wiemy, ilu jest naprawdę zakażonych i zakażających. To wcale nie to samo – są osoby, które same przechodząc zakażanie bez lub skąpoobjawowo, są super zakażającymi. Badania diagnozujące są daleko niesatysfakcjonujące. Wniosek z tego taki, że sam czując się dobrze, możesz, nieświadomie, zarażać innych. Pół biedy, jeśli trafi ci się po drodze człowiek młody, zdrowy, odporny. Jeśli nie, możesz kogoś, zupełnie bezwiednie, skazać  na śmierć, często przedwczesną, w męczarniach. Pozbawić matki/ojca syna/córki, syna/córki – matki/ojca, bo „choroby współistniejące” dotyczą także ludzi w sile wieku. Czy naprawdę chcesz mieć ich na sumieniu? Tym „ze współistniejącymi” jest już dostatecznie ciężko. Nie chciałbyś być na ich miejscu, założę się o to o każde pieniądze.

Jak zauważyła Sagula, bronię „swoich” jak lwica 🙂 Ci „moi” to słabsi, mający na starcie przechlapane, a teraz w dobie pandemii, szczególnie bezbronni, nie tylko wobec wirusa, ale także wobec bezmyślności głupoty rodaków.

Taka scenka rodzajowa:

Market. Stoję w kolejce, w odpowiednim odstępie, za dwójką młodych ludzi. Bez maseczek. Rozmawiają z jakąś swoją krewną, starszą panią w maseczce i udowadniają jej, że ta cała epidemia, to jakiś blef i histeria. I pewnie olałabym równym siurem to, że są bez maseczek w sklepie, gdyby nie wygadywane przez nich głupoty. Mając w ciągłej, nieustannej pamięci bo jak mogłabym inaczej? strach mego syna, strach mojej koleżanki, której syn jest cukrzykiem, strach mojej koleżanki mającej kłopoty z płucami i wielu innych, przechodzę do ataku. Zaczęło się od słów: ” a pana to tu wcale nie powinno być”. Tłumaczy, że ma zaświadczenie, bo ma astmę i maseczki nosić nie musi. Tiaaaa…a ja mam koleżankę astmatyczkę, która w sklepie, jakby się dało, założyłaby 3 maseczki, bo wie, jakie to uczucie walczyć o gram tlenu. Rozumiem brak maseczki na otwartym powietrzu, ale w niewietrzonym pomieszczeniu, gdzie przewijają się setki ludzi? No, więc podchodzę do młodego i pytam: czy gdybym panu powiedziała, że miałam kontakt z osobą chorą na Covid, chciałby  pan, żebym zdjęła maseczkę? Sięgam ręką do twarzy, a on odsuwa się o dwa kroki. I to tyle w temacie „nie ma epidemii”.

To nie moje jedyne starcie. Zazwyczaj to, co mi się nie podoba u innych, omijam szerokim łukiem i tyle, bo najbardziej cenię sobie święty spokój. Ale nie tym razem. Jest takie żydowskie przysłowie:

„Bóg nie może być wszędzie, więc stworzył matki”

w4

I one mnie zrozumieją. Wierzę, że także ojcowie nie pozostaną obojętni. Przecież tak niewiele trzeba, żeby choć spróbować pomóc tym słabszym i ich bliskim. Bo to jest tak:

 

x

 

To naprawdę niewiele wysiłku, a komuś może ocalić życie i zaoszczędzić cierpień.

Pomożecie? 😉