Obiecałam sobie, że po całej tej stresującej imprezie z wypakowywaniem rzeczy, usunięciem starych mebli i dotarciu nowych, koniecznie muszę je oblać, czyli się odstresować, bo całe przedsięwzięcie w moim wieku do łatwych nie należy. Źle toleruję szlachetniejsze alkohole, więc wymyśliłam czteropak piwa. W końcu to miało być spełnienie moich marzeń i ukoronowanie wysiłków!

Wszystko poszło nie tak. Nie, nie będę Was zanudzać szczegółami tej epopei niekompetencji firmy DTS, bo mam ich już serdecznie dość.

Co robicie, kiedy wszystko się wali i pali? Ja wzywam na pomoc wsparcie krewnych i znajomych królika. No i zaczęło się. Wylałam swoje żale i przy okazji chcąc nie chcąc wysłuchałam ich. Konkretne sytuacje, dotyczące konkretnych ludzi. Żadne tam plotki. Samo życie. Wnioski? Nie chcę żyć w takim kraju. Absurd goni absurd. Pojęcia nie mam, jak to wszystko jeszcze ledwo i na razie trzyma się kupy. A może już nie?

A potem słucham p…rzemówień Dudy, Morawieckiego i mam wrażenie, że któreś z nas jest z kosmosu. Nie jestem specjalnie uczona ani lotna, ale to, co słyszę obraża moją bardzo przeciętną inteligencję. Ci panowie walczą uparcie z komuną i wielkomiejskimi elitami. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale to socjalistyczny PRL dał ich wyborcom ziemię odbierając dotychczasowym właścicielom. Ludność wielkomiejska, robotnicy najemni, nie dostali nic. Jeśli to chcą zmienić, to jak najbardziej jestem za. Bo z perspektywy Śląska a tylko taką znam z autopsji to przybysze z zewnątrz dostali nowo wybudowane mieszkania, a Ślązacy zostali, jak za Niemca, w familokach. Nowych mieszkań musieli się dorobić ciężką, najemną pracą.  I na kredyt. O czym więc p…rzemawia Duda? O jakich przywilejach wielkich miast?

Źle toleruję kłamstwa. Tak, wiem, w okresie wyborczym plecie się różne farmazony, ale w granicach przyzwoitości. Grubo ciosane bzdety, kłamstwa wyssane z palca budzą jedynie agresję. I potem panu Hołowni, na przykład, wychodzi, że „te partie tylko się kłócą”.  Ciekawe, jak sam zareagowałby, gdyby mu wmawiano dziecko w brzuch? Ja wiem, że pięknie mówi, ale co z tego wynika? W moim mieście wygrał Duda. 40%. Ale suma głosów na Trzaskowskiego i Hołownię to 50 %. Mogłoby być po kłopocie, który mamy i nie wiadomo, czy nie będziemy mieli większego. A pan Hołownia zadowolony, bo mu się kroi partyjka i posadka. Oczywiście wszystko dla dobra Polski.

A teraz czas na posypanie własnej głowy popiołem. Pierwszy raz nie poszłam na wybory. Tak ugrzęzłam we własnych problemach na końcu także zdrowotnych, że to była ostatnia aktywność, na którą miałam ochotę wydatkować energię. I znowu życie nauczyło mnie pokory. Na własnej skórze odczułam, że olanie wyborów nie koniecznie oznacza obojętność.

2

Odkąd pisałam ostatnią notkę wiele się podziało jak dla mnie dużo za dużo i każde z tych zdarzeń zasługuje na osobną notkę. To nie tylko zdarzenia smutne i złe. Może kiedyś choć wątpię bardzo, ale na razie mogę tylko pomarzyć o normalnym życiu, gdy mam czas na pisanie bloga i odwiedzanie zaprzyjaźnionych.

Nie miała baba kłopotu, kupiła se kozę 🙂

Czteropak jest i czeka…