Odbyły się dwie osobne „debaty” prezydenckie. No i dobrze. Wprawdzie niektórzy dziennikarze marudzili, że to nudne i nic się nie działo, ale ja mogłam spokojnie wysłuchać swojego kandydata, co w obecności obecnego prezydenta nie byłoby możliwe. To znaczy wysłuchać bym mogła, ale na pewno nie spokojnie. Poza tym było to symbolicznym unaocznieniem tego, co się faktycznie stało w Polsce: mamy dwie bardzo różne Polski i nie sądzę żeby to się szybko mogło zmienić. Taki krajobraz po 5-ciu latach rządzenia (judzenia) zostawia za sobą PiS.

Symbolicznie PAD działa na mnie, jak płachta na byka, podobnie, jak Trzaskowski na lepszy sort. I jakoś nie mam ochoty na wyciąganie ręki do pisowskiego elektoratu. Już nie. Za dużo złego dla kraju się stało, żeby zamykając oczy nadal popierać ten rząd. „Tak się po prostu nie robi”, jak napisała w przedostatnim mojej notce jedna z komentatorek. A czego się po prostu nie robi, wie każdy przyzwoity człowiek i jeśli trzeba to komuś tłumaczyć, to raczej nie mamy o czym rozmawiać. No i dobrze.

Zgadzam się praktycznie ze wszystkim, co powiedział Trzaskowski. Żyję już na tym świecie dostatecznie długo, żeby wiedzieć, czym skończą się harce PiSu. Niczym dobrym. Ani dla Polski, ani dla jej obywateli. Autokratyczny styl zarządzania trwa od lat w moim mieście i ze smutkiem patrzę, jak moje ukochane miasto idzie na dno.

Nie mam ochoty nikogo przekonywać, na kogo ma głosować. W sumie, gwoli sprawiedliwości, sama głosować nie powinnam. Niech sobie młodzi wybierają, jak chcą. Niech się uczą na własnych błędach lub cieszą swoimi sukcesami. Nie obraziłabym się, gdyby zakazano głosowania ludziom po 60-tce, bo to nie oni będą pili to piwo, które się nawarzy przy urnach. No, w każdym razie nie długo 😉

 

wrzt3