Nie jestem zwolenniczką rozdawnictwa naszych wspólnych, budżetowych pieniędzy, przynajmniej nie tak, jak zrobił to PiS, ale jeden z takich pomysłów bardzo mi się spodobał.

Gosia Trzaskowska obiecała naciskać na męża, jeśli zostanie prezydentem, żeby wystąpił z projektem wynagrodzenia matek dodatkiem do emerytury w wysokości 200 zł za wychowanie dziecka. Czemu mi się podoba poza tym, że podniosłoby to moją emeryturę? 🙂 Bo jest to sprawiedliwe.

System naliczania emerytur jest tak jakoś skonstruowany (za diabła nie umiem rozgryźć tych przeliczników), że bardziej opłaca się mieć większy staż, niż pracować krócej, choć intensywniej (czyli odprowadzać więcej kasy w formie składek na ZUS). Porównując emerytury moich niektórych koleżanek ze swoją nie wierzę własnym oczom! Pracowały…tak sobie albo i gorzej, bez dodatkowych prac (więc i dochodów), ale nie miały po drodze urlopów wychowawczych i ich emerytury są znacząco wyższe. Tyle, że ja będąc na urlopie wychowawczym nie leżałam palnikiem do góry i marzyłam tylko o tym, żeby móc wrócić do pracy…i odpocząć. Utrzymywał nas wtedy mój mąż i dzięki temu ma teraz wysoką emeryturę, tyle, że już nie jest moim mężem 🙂

Nie narzekam. Dzięki chłopcom mam się wcale nieźle, ale…czuję się trochę jak na łaskawym chlebie, a to nie jest miłe uczucie.  Aktualne matki – emerytki doskonale pamiętają, jak ciężko było wtedy wychować dziecko. Młodym mamom nawet tego opisywać nie będę, bo i tak mi nie uwierzą 🙂 Fajnie by było, gdyby na koniec życia, ktoś spoza rodziny zauważył ten wysiłek matek lat osiemdziesiątych.

Może jestem naiwna, ale jakoś Gosia Trzaskowska budzi moje zaufanie. I wierzę, że dotrzyma tej obietnicy. Gdyby jej nie złożono, też zagłosowałabym na jej męża, ale pomarzyć warto 🙂

ww6