Meblując się na nowo musiałam wziąć do ręki każdy drobiazg, zdecydować, czy zachować go i gdzie, czy może raczej wyrzucić. W trakcie tej żmudnej segregacji zebrałam na jeden stosik paszporty: moich rodziców, mój i syna. Zajrzałam na stemple odwiedzanych krajów. Jakże bardzo się one różnią! Szczególne wrażenie zrobił na mnie ten syna. Niby wiedziałam, gdzie był, ale w masie zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Poczułam się szczęśliwa, spełniona. Wysiłki mojego pokolenia nie poszły na marne.

Ale kiedy pomyślę, że to wszystko mogłoby się nagle zmienić, że nie będą moich dzieci przyjmować na świecie, jak równoprawnych obywateli świata, ale jak przybyszy z podejrzanego skansenu, ogarnęło mnie przerażenie.

Dlatego apeluję najmocniej, jak umiem: nie odbierajcie swoim dzieciom, wnukom i sobie samym paszportu, poświadczającego, że przybywacie z demokratycznego i tolerancyjnego państwa. Nie dopuście do tego, żeby Wasze dzieci, wnuki i Wy sami byli odbierani za granicą, jako obywatele podejrzanej kategorii. Nie róbcie im tego!

Ten paszport to oczywiście taki symbol. Może wcale nie będziecie mieli ochoty podróżować, ale chodzi o to, że będziecie mieli wybór. Taki sam, jak wybór telewizji, gazet, słuchanych i oglądanych artystów i prawdziwych, uczciwych informacji, nawet w TVP. Prawo do niezależnych sądów, apolitycznej policji i wojska, to także jest w Waszych rękach. Nie oddawajcie go, bo to ogromna wartość.

 

Gagik Parsamian