Jestem potwornie zmęczona. Padam na twarz. I to na swoje własne życzenie. Z grubsza wyrobiłam się już z pracą Kopciuszka, ale ostatni jej etap, wielka, skórzana walizka, mnie dobił. W tej walizce były dokumenty, pamiętniki i pamiątki „od zarania” moich dziejów. W ruch poszła niszczarka, ale tak nieszczęśliwie, że dwa razy musiałam ją uwalniać od wkręconych pasemek papieru. Jeśli ktoś to kiedyś robił, to wie, jaka to mordęga. Ale się zawzięłam. A jakie miałam wyjście? Zostawić taki spadek dzieciom?

Tak więc segregowałam, dumałam, niszczyłam albo zachowywałam nie wiem, po jakiego diabła, ale głównie przeklinałam. Pod koniec doszłam do takiego stanu, że zaczęłam się zastanawiać „po co mi to wszystko było?”. Życie, znaczy 😉 Gdybym sobie żyła podług zasady „jakim mnie Boże stworzyłeś, taką mnie masz” i brała przykład z niebieskich ptaków, które nie sieją, nie orzą, a żyją, to dziś mogłabym mieć całkiem fajny dzień. A tak biłam się z myślami, co wyrzucić, a co zostawić, bo kogo w końcu obchodzą na przykład te wycinki prasowe: ja jako nastolatka w stroju ludowym na scenie; potem wywiady ze mną; potem moje własne teksty…Nie, to nie ja stworzyłam ten zbiór, ale tata, więc jakoś głupio mi było przepuścić to przez niszczarkę. Ale znalazłam i kwiatki 🙂 Np. wezwanie z Ministerstwa Zdrowia do stawienia się z dzieckiem do szczepień 🙂 Moi rodzice jako pierwsi antyszczepionkowcy :))) Nie z zaniedbania, ale głębokiego przekonania.

Moja rada jest taka: nie gromadźcie pamiątek. Co ma Wam zapaść w pamięć, to zapadnie, a to co umknie, widocznie nie warte było zapamiętania. Oszczędzicie w ten sposób siebie (przy ewentualnym przemeblowaniu) lub potomków. Jeśli sądzicie, że kiedyś sobie powspominacie, to złudne nadzieje. W czasie, o którym sądzicie, że tak zrobicie, będzie Was to G obchodziło.

Jutro mam pójść na grilla, a jestem zupełnie bez sił. Boże, spraw, żeby od rana lało!

w8