…się plecie. Umiecie zaplatać warkocze? 🙂 Ale nie o nich chciałam. To tylko takie niewyrafinowane porównanie 😉

Po ostatnim podtopieniu, bo w złych okresach dokładnie tak się czuję, jeszcze raz udało mi się wypłynąć na powierzchnię i normalnie oddychać, choć, jak zawsze, wydawało się, że tym razem to już nie będzie możliwe. I pewnie kiedyś nie będzie. I jak zwykle jestem bardziej ściorana, niż przed zanurzeniem, ale to chyba tak już musi być. Wszyscy się, w ten czy inny sposób, zużywamy. Inaczej żylibyśmy wiecznie 😉

No i mamy kraj w ruinie. Żadne rządowo-koalicyjne teatrzyki tego nie zmienią. Obawiam się, że już nie zmieni tego żaden inny rząd, bo niby jak ten cały bajzel odkręcić? Jak odbudować zaufanie do Polski, jako „normalnego” państwa? Tyle, że jakby tego było mało, wisi nad nami katastrofa klimatyczna, Covid i Chińczycy. Taaaak, jest się czego bać. Nie ma dobrych scenariuszy na żadne z tych zagrożeń.

Ex spytał przez Starszego, czy bym się z nim nie spotkała, żeby porozmawiać. Odpowiedziałam, że bardzo chętnie, ale najpierw niech naprawi relacje z Młodszym. Nie naprawi, bo do tego trzeba mieć jaja i być prawdziwym facetem.

Synowa wyszła do syna z gałązką oliwną. „Dla dobra dziecka”. Jasne! Ale co mnie tam…Niech się spotkają, pogadają, byle nie zapomniał wziąć gazu pieprzowego.

I tak się plecie…

A o tym wszystkim i wielu innych sprawach, radościach, smutkach, wspomnieniach i zadziwieniach opowiadam (nagrywam) mojej Przyjaciółce od zawsze, czyli od 14-tego roku życia. Rano znajduję jej opowieści, odpowiedzi, przemyślenia i wspomnienia. Dzięki Ci Przyjaciółko! Dzięki ci Whatsapp-ie 🙂