Zawsze odczuwałam ogromny opór przed wpychaniem wszystkich w jedną ramkę. Taką, która akurat jest modna lub dobrze wylobbowana. A przecież ludzie różnią się między sobą nie tylko kolorem włosów.

Zastrzegam, że nie jestem ani dietetykiem, ani lekarzem. Nauczono mnie tylko posługiwać się logiką, statystyką i rachunkiem prawdopodobieństwa. I ta moja wiedza każe mi przypuszczać, że różnimy się min. także zapotrzebowaniem na konkretne składniki odżywcze. Może nasze gruczoły dokrewne dostarczają specyficzne dla nas enzymy trawienne? Faktem jest, że różne osoby różnie trawią te same potrawy. Pewnie też dlatego preferujemy (lubimy) te, po których dobrze się czujemy. W tym momencie pada argument o „złych nawykach żywieniowych”. Jako ripostę przytoczyłabym badanie bardzo małych dzieci, które jeszcze nie miały szansy takich nawyków wytworzyć, a wpuszczone do sali z różnymi potrawami wybierały te zawierające składniki będące u nich w niedoborze. Nie przytoczę go, bo zwyczajnie nie pamiętam, kto i kiedy te badania przeprowadził 🙂 Ale tak było. I to jeszcze przed pojawieniem się mody na cudownie zdrowe diety.

No właśnie. Zdrowe diety. Czy naprawdę jedna dieta może być jednakowo zdrowa dla wszystkich? I skąd to do diabła wiadomo?

W programach na temat prawidłowego odżywiania się często oglądam dietetyczkę – anorektyczkę (przynajmniej tak wygląda), która nijak nie przypomina mi zdrowej osoby: zapadnięte policzki, wystające żebra, patykowate łapki, biust w zaniku. To nie jest jej naturalna (genetyczna) postura. Ona jest zwyczajnie wychudzona. Jeśli to ma być wzór zdrowej osoby, to ja dziękuję za takie zdrowie. Znałam niejedną drobną z postury (natury) kobietę i wcale nie miała takich cech. Coś tu jest mocno nie te ges, jak mawia mój syn 😉

Do napisania tej notki skłonił mnie właśnie syn (bezwiednie zupełnie 🙂 ) Ma mieć operację kolana, które złamał kilka lat temu i został fatalnie złożony przez specjalistów z miejskiego szpitala. Jest za młody, żeby w końcu okuleć, więc musi przejść korektę i schudnąć. Nie jest otyły. To typ postawnego faceta. Na dyskotekach panienki biorą go za ochroniarza, którego proszą o opiekę lub wsparcie, co mu wcale nie przeszkadza 😉 Ale do rzeczy…No, więc przeszedł na wegetarianizm. Chudnie. I to dobrze dla kolana. Gorzej z jego samopoczuciem. I to nie jest dobrze. Choćby dlatego, że musi pracować. I to intensywnie, choć tylko umysłowo. Bardzo mnie to niepokoi. Na razie nie reaguję, bo niby co mam zrobić? Po operacji i rekonwalescencji pogadamy…

Nie byłam wolna od wpływu mody na diety. Przerobiłam chyba wszystkie 😉 I na koniec dnia doszłam do wniosku, że trzeba słuchać swojego organizmu i jeść to, po czym dobrze się czujesz. I co jesz z apetytem. Wielu zdrowych pokarmów po prostu nie trawię. Przynajmniej nie bezboleśnie 😉 A te ponoć ciężko strawne i niezdrowe wprost przeciwnie. Jestem za stara, żeby katować się zdrową żywnością, po której choruję.