Piotrek Żyła został Mistrzem Świata W Skokach Narciarskich w Oberstdorfie. To wie. Ogromnie się z tego cieszył. Ale może nie zdaje sobie sprawy, jak wielu innym ludziom przyniósł chwile dumy, entuzjastycznego oderwania od często niełatwego życia. Także na sali szpitalnej mojego syna. Zawsze Ci kibicowaliśmy i nie zawiodłeś nas. Miszczu, jesteś WIELKI! Dziś specjalnie dla Ciebie bukiecik wrzosów w podzięce za promyk radości.

I druga ważna, bardzo ważna sprawa. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że nie jestem entuzjastką szczepień. Nie jestem też ich przeciwniczką. Staram się w tym względzie zachować umiar i rozsądek. I to właśnie taka postawa nakazuje mi dziś apelować do wszystkich: szczepcie się. Wirus, który zmienił nasze życie, to wyjątkowy skurczybyk. Mało o nim wiemy, ale wiele się dowiadujemy. Niestety, to nic pocieszającego. Nawet lekkie, a szczególnie takie, przejście zakażenia, może dać o sobie znać nawet po dłuższym czasie. Bycie ozdrowieńcem wcale nie znaczy, że jesteśmy zdrowi. To małe ciulstwo potrafi ukryć się, przeczekać i uderzyć ze zdwojoną siłą, gdy sądzimy, że już mamy najgorsze za sobą. Tego dowiedziałam się nie tylko od zakaźników, ale i z relacji syna: „mamo, Covid jest; widzę i słyszę go co dziennie”. Mówił o rozpaczliwych błaganiach o tlen, dobiegający po nocach z sąsiednich sal. To nie jest szpital jednoimienny. To tzw. ozdrowieńcy. Spustoszenia czynione przez tego wirusa są porażające. Powie ktoś: ale to tylko w nielicznych przypadkach. A skąd ten ktoś wie, że to akurat nie on będzie takim przypadkiem?

Wiem, że żaden ze mnie autorytet, więc podeprę się zdaniem kogoś, kogo trudno nazwać miękiszonem.

Dbajmy o siebie. Dbajmy o innych.