Cały świat, no może 1/1000-czna 😉 żyje dziś wywiadem udzielonym przez księżnę Meghan i księcia Harrego. Jako, że mam za sobą trudny czas (a przynajmniej żyję taką nadzieją) pozwalam sobie dziś na notkę lżejszego kalibru.

Na samym początku chcę mocno zaznaczyć, że jakoś nie bardzo wzruszają mnie ich problemy. Jaki świat byłby piękny, gdyby ludzie tylko takie mieli! Nie śledzę regularnie doniesień, czy „księżniczka Anna znowu spadła z konia”, ale od czasu do czasu na coś tam trafiam i mniej więcej orientuję się w temacie. Od zawsze moje myślenie było takie, że to się nie może udać. Nie, żebym źle życzyła tej, czy jakiejkolwiek innej, parze, ale życie nauczyło mnie, że miłość miłością, ale różnice kulturowe, czy klasowe zawsze będą wyzwalały problemy i jedna ze stron będzie musiała odpuścić, ulec, żeby związek przetrwał.W tym konkretnym przypadku uległ Harry, a Meghan zgarnęła całą pulę.

Kto to jest Meghan? Osoba zaprawiona w boju o przetrwanie za wszelką cenę. Starająca się być w świetle kamer, nawet jeśli oznacza to występ w produkcjach erotycznych. Pnąca się po szczeblach awansu społecznego wytrwale i metodycznie.

A kto to jest Harry? Jemu wszystko było dane, o nic nie musiał walczyć, ale ma w życiorysie potężny, i o ile mi wiadomo, nigdy nie „przerobiony” ból po tragicznym życiu i śmierci matki. I to właśnie wykorzystała Meghan.

Bo to jest tak: źli mężczyźni są przemocowi, złe kobiety są przebiegłe i manipulacyjne.

Nie zamierzam absolutnie bronić firmy, czyli królewskiej korporacji. Dla mnie ta instytucja dawno powinna przejść do historii. Jeśli jednak się w niej „zatrudniasz”, to realizujesz warunki umowy o pracę. Jak w każdej innej firmie. Są prawa, przywileje, ale i obowiązki. Taki deal. Tyle, że dla Meghan, kochającej kreowanie się, swobodę i „bywanie”, przypadające jej obowiązki były nie do zniesienia. Co więc robi? Wyrywa męża z jego środowiska rodzinnego, jedynego, jaki znał, żeby mieć księcia (i jego finansowe oraz wizerunkowe zasoby) oraz styl życia, jaki jej odpowiada.

Podobno ma wyjść im to obydwojgu na dobre. I pewnie przez jakiś czas będą szczęśliwi. Dopóki Harry będzie jej potrzebny. Obawiam się jednak, że gdy świat o nich zapomni, gdy zabraknie związanego z jego pochodzeniem splendoru (i kasy po matce) i trzeba się będzie zmierzyć z realnym życiem, ona sobie poradzi, on – nie. Ten związek się rozpadnie z hukiem, bo takie są prawa fizyki socjologicznej. I takie są skutki wiązania się z narcyzem.