Od razu zaznaczam, że o religii, a właściwie o modlitwie, tylko trochę będzie. Bohaterką tego wpisu jest moja synowa. Tak, wiem, w tym momencie uruchamia się u wielu stereotyp: paskudna teściowa, biedna synowa. A przecież i jedna i druga rola społeczna jest pełniona przez ludzi i niby czemu, to zawsze teściowa ma być wiedźmą? Zresztą mniejsza o to. Ta kobieta skrzywdziła tylu ludzi i w sumie wszystko uchodzi jej na sucho. Czemu? Bo kłamie. Notorycznie. Czasem były to nawykowe i niewinne kłamstwa, a czasem były źródłem wielkiego cierpienia. W sumie z ulgą przyjęłam rozstanie (rozwód w toku) syna z nią. Sądziłam, że w końcu przestanie nas krzywdzić. Nic bardziej mylnego. To się chyba nigdy nie skończy 😦

Największą ofiarą jest wnuczka. Matka potrafi być wobec niej naprawdę okrutna. Opiekują się nią z synem naprzemiennie. Dwa tygodnie temu, kiedy na Warmii szalała zaraza, pojechała tam, żeby odwiedzić ciężko chorego ojca. Powód podała inny, ale nie jest wiarygodny. Ojciec wykazywał wszystkie symptomy Covidu. Sądzę, że dobrze o tym wiedziała, ale przyznała to dopiero, kiedy sama zachorowała i to tak ciężko, że nie dało się już tego ukryć. W międzyczasie przypadał jej tydzień opieki nad wnuczką, ale z odwiedzinami u ojca dziecka. Mogła się wyizolować, nie narażać dziecka i męża, ale tego nie zrobiła. Wzięła nawet udział w rozprawie, gdzie byli obaj moi synowie, że o całej reszcie uczestników nie wspomnę. Wnuczka się rozchorowała, jednak dość szybko się pozbierała, ale stan synowej był (jest?) fatalny. W końcu, gdy już ledwo chodziła, zrobiła sobie wymaz i dostała status „izolacja”, a wnuczka „kwarantanna”, na 3 tygodnie. Nie każcie mi opisywać mojego niepokoju…O wszystkich. Jakoś udało nam się zebrać w kupę, jakoś zaadaptować w tej sytuacji. Synowie porobili badania – wynik negatywny. Odetchnęłam. Zupełnie bezzasadnie 😦 Dziś tatuś synowej (psychopata i sadysta – diagnoza moja) zmarł. Ona zaś postanowiła, że pojedzie na pogrzeb. Opiekę nad wnuczką musi przejąć syn, który jest w najwyższej grupie ryzyka. Kwarantanna wnuczki kończy się 11-tego. Do tej pory może zarażać. Synowa ledwo trzyma się na nogach. Najgorszy scenariusz to taki, że wnuczka może zostać sierotą. Syn z migotaniem przedsionków ma marne szanse. Sądząc po przebiegu choroby u ojca, synowa też.

Gdy synowa straciła węch i smak, wysoko gorączkowała, nie mogła wstać z łóżka nawet do toalety, żarliwie się modliłam o jej zdrowie. Błąd. Pozbierała się trochę i co zrobiła z tym lepszym samopoczuciem? To, co zwykle – zapomniała o innych. Od dziś moje modlitwy będą o tym, żeby dobry Bóg dał jej tyle zdrowia, by nie mogła krzywdzić siebie i innych. Uważajcie, o co się modlicie.

Jestem potwornie zmęczona. I nie tylko ja. Są zmęczeni wszyscy ci, którzy starają się zachowywać odpowiedzialnie. Mam żal do rządu, że akurat tym pomaga najmniej. Jak wielu cierpień, lęków i niebezpieczeństw moglibyśmy (myślę choćby o swojej rodzinie, ale i o medykach) uniknąć, gdyby zakazano/ograniczono opuszczanie stref najbardziej zakażonych. Czy naprawdę nikt nie zdaje sobie sprawy, że są ludzie tacy, jak moja synowa, którzy mają w d apele rządu?

Moje świąteczne życzenia dla Was w tym roku:

Kochaj wszystkich, ufaj niewielu, nie czyń krzywdy nikomu.

William Shakespeare