Nie wszystek umrę„. Tak sobie marzył Horacy. Wymyślił, że to jego poezja jest sposobem na pamięć potomnych.

Mnie raczej nie stanowi, żeby pamiętały o mnie pokolenia 🙂 ale już na pamięci najbliższych, tych których kocham, mi zależy. Nie umiem pisać wierszy, malować, w ogóle beztalencie ze mnie totalne i do tego biedne 🙂 więc spadkiem nikogo nie obdarzę, a jednak staram się po swojemu zostawić w ich pamięci jakiś ślad.

Na swoje szczęście tych najbliższych mam niewielu, więc zadanie wydaje się wykonalne 😉

Synowie. Nie jestem idealną matką, ale na pewno kochającą. Czy mi to zapamiętacie? Oj, nie mam złudzeń, że wypomnicie mi to i tamto, ale, czy pomimo tego i tamtego, będziecie czuć moją miłość, gdy już mnie nie będzie? Że byliście dla mnie najważniejsi na świecie? Bardzo bym tego chciała.

Wnuczka. Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Okresu, gdy byłam dla niej ostoją, opiekunką i, co tu ukrywać 🙂 wyrobnicą, czyli do jej 3-go roku życia, nie pamięta. Werbalnie, ale emocjonalnie – tak. Taką przynajmniej mam nadzieję. Gdybym jutro odeszła, co by zapamiętała? Niewiele, ale to właśnie jest WIELE. W nadmiarze wspomnień gubią się szczegóły, przekaz, to, co istotne. Jaką mnie zapamięta? Jako babcię, która nauczyła ją grać w kanastę i nie baczyć na wygraną, ale doceniać wspólnie miło spędzony czas. To akurat nie było proste zadanie, ale się udało 🙂 Babcię, która lubiła szyfrówki i pasjanse. Kiedy Młoda się nudzi, robi je i wysyła mi fotki 🙂 Babcię, która kocha zielony kolor – na pytanie, jaki kolor lubi najbardziej, odpowiada: zielony i jest to swoisty heroizm z jej strony, bo synowa nie znosi tego koloru, a mamie, żeby się przeciwstawić, w czymkolwiek, trzeba wyjątkowego heroizmu. Babcię, która na jej przyjazd szykuje zawsze galaretkę i suszone truskawki, a na te ostatnie jest kubeczek z serwisu dla lalek, taki plastikowy, malutki. Bo to z czasów, kiedy sama była malutką laleczką…Syn (tata) widząc go, skarcił ją, że przecież nie będzie go używać, bo za mały i w ogóle jest już dużą dziewczynką, ale obie spojrzałyśmy na niego, jak na zielonego kota, a wnuczka pokiwała głową z dezaprobatą: mamy z babcią taki tajemny kod, wiemy, o co chodzi. No i pantomima, którą wymyśliłam, gdy jeszcze nie umiała mówić, symbolizująca przekazywanie miłości…Czy, w kwestii pamięci, można chcieć więcej? Mnie to absolutnie wystarczy.

Przyjaciele. Pewnie różnie. Nie umiem spełnić oczekiwań wszystkich. I nie mam specjalnych oczekiwań wobec ich wspomnień o mnie. Mam takie marzenie, żeby nie pozostawić po sobie kogoś, kogo skrzywdziłam. Staram się, ale jestem tylko ułomnym człowiekiem, do tego kobietą 😉 Nie wiem, czy mi się uda. Ale się staram, jak mogę.