…do poprzedniej notki. Założyłam w niej ryzykowną hipotezę, że skłonność do manipulacji mają ludzie sztuczni, nienaturalni. Jak zwrócono mi uwagę, i słusznie, każdy inaczej rozumie nienaturalność. Wplotłam też nieszczęśliwie nie związaną bezpośrednio z tematem notki, dygresję na temat sztuczności w wyglądzie. To teraz pora na sprostowanie.

Temat manipulacji dość często pojawia się w moich notkach. Związanie się z exem zniszczyło mi życie. Ledwo się pozbieraliśmy jako rodzina, wyskoczył następny królik z kapelusza i kolejny rozwód. I ex i synowa byli właśnie manipulatorami. Znowu zebraliśmy resztki sił, żeby ocalić, co się dało z naszej rodziny. Powie ktoś: było – minęło, nie warto do tego wracać i rozgrzebywać przeszłości. Otóż nie minęło. Jak zły duch ex kolejny raz pojawił się w moim życiu. I ma dużą szansę, bo kolejny raz je zniszczyć.

To był wstęp do notki 🙂 Ale także przyczyna moich rozważań nad tym, gdzie popełniłam błąd? Jak mogłam nie zauważyć, że z tym dwojgiem jest coś nie tak? Czy były jakieś znaki ostrzegawcze? Będąc już w dystansie fizycznym do nich, ale także w dystansie czasowym (co jest bardzo ważne), zastanawiałam czy były momenty, które przeoczyłam, zlekceważyłam? I wyszło mi, że w sumie nie, byli bez zarzutu, poza właśnie tą czasem pojawiającą się nienaturalnością. I nie chodzi mi o to, co nie wiąże się z normą, którą w ogóle trudno zdefiniować, ale o nienaturalność w sensie fałszu, niepasującego do układanki elementu, jakiegoś zgrzytu. Gdy coś chodzi, jak kaczka, kwacze, jak kaczka, a wygląda jak łabędź, to co to właściwie jest? Można wymyślić 100 przyczyn na wyjaśnienie tego fenomenu, zupełnie niewinnych. I tak robiłam. I tak robiło moje otoczenie. A to był zwykły fałszerz. Najprostsze rozwiązania są często najtrafniejsze.

Czy każde zachowanie budzące zdziwienie, niepokój, zapalające czerwoną lampkę oznacza, że spotkaliście manipulatora? NIE. Ale jest takie prawdopodobieństwo.

Czy coś by zmieniło, gdybym wtedy zaczęła drążyć? Obawiam się, że nie, bo otoczenie szybko by mnie przekonało, że to tylko drobiazg, że się czepiam, że przesadzam. I tak było. Pamiętacie Ankę z jednej z ostatnich notek? To usłyszane od niej kiedyś słowo „przesadzasz” zabolało mnie do żywego, bo przecież znała mnie tak długo i tak dobrze.

Tak jest właśnie z manipulacją – to sieć poplątanych, wydawałoby się nie związanych z sobą powiązań, potrafiąca ofiarę doprowadzić do rozstroju nerwowego i depresji, ale manipulatorowi trudno to udowodnić, nawet przed sądem, nawet najbliżsi nie rozumieją. Ba! Nawet ofiara nie rozumie, co się tak naprawdę dzieje. Wie tylko, że nie chce się jej żyć, że jest na skraju wytrzymałości, że podstępem, perfidnie odebrano jej wszystko to, co ją cieszyło. A przecież kto kocha ten nie krzywdzi.

Nie mam żadnych złudzeń, że czytający mi uwierzą. Przydałyby się konkrety, prawda 🙂 Tyle, że odpowiedź na jedno pytanie rodziłoby następne i następne…Taka jest właśnie manipulatorska pajęcza sieć. Nie mam żadnych zahamowań przed ujawnieniem prawdy [w sumie to prawie jak telenowela], tyle, że rzygać mi się chce na samo wspomnienie, tym bardziej, że muszę to robić z synem, bo tym razem on jest na celowniku exa.