Są różne definicje i podziały związane z pojęciem temperamentu. Mnie najbardziej odpowiada, ze względów czysto merytorycznych, ten wiążący go ze stopniem pobudliwości układu nerwowego. Ludzie różnią się nią, i to znacznie, i nie jest to żadna funkcja wyuczona, ale wrodzona, więc niezmienna przez całe życie. Osoby z niskim minimalnym progiem pobudliwości (niewielki bodziec wywołuje już u nich reakcję) nazywani są posiadaczami słabego systemu nerwowego, ponieważ równie niski jest ich poziom optymalnego pobudzenia (największa efektywność działań) i maksymalnego (powyżej którego w działania wdziera się chaos i dezorganizacja). Osoby z wysokim progiem pobudzenia minimalnego (a więc i optymalnego i maksymalnego), podejmą działanie później, ale za to są bardziej wytrzymałe i odporne na dezintegrację, dlatego nazywane są silnymi.

To oczywiście tylko zarys tej teorii temperamentu. Jeśli przełożyć to na praktykę, to wrażliwe słabeusze mają na starcie przechlapane. Pobudliwość zwana jest wrażliwością układu nerwowego, co jednak nie znaczy wcale, że zawsze są oni wrażliwi w pojęciu powszechnie stosowanym. Jeśli ktoś taki urodzi się w domu szanującym drugiego człowieka i jego potrzeby, to będzie bardzo użyteczny dla innych, służąc pomocą i wsparciem. I szybko się wypali.

Teraz moje przemyślenia:

  1. Sądzę, choć się nie upieram 🙂 że w rodzinie patologicznej, to pierwszy kandydat, który będzie się wspomagał środkami takimi jak alkohol, czy narkotyki. Nie może nie czuć i to mocno, więc negatywne emocje musi jakoś rozładować.
  2. Zastanawiam się, jaka jest zależność między typem układu nerwowego (stopniem jego pobudliwości/wrażliwości), a chorobami autoimmunologicznymi, zwanymi też autoagresywnymi, których geneza jest nieznana, a których wcale nie jest tak mało. Ciekawy temat pracy dla psychologów 🙂

Jakby jednak nie było, ludzie ze słabym typem układy nerwowego, są ewolucyjnie bez szans. A szkoda. Świat bez nich będzie cyniczny i okrutny.