Najpierw o tym, co miałam. No, więc miałam wybór: albo latać ze ścierką i odkurzaczem, przygotować siebie i stół 🙂 do celebracji albo dać sobie spokój, leniwie czekać na gości i odbierać telefony z życzeniami. Jako, że sił mam całkiem spory deficyt, wybrałam drugą opcję. Jeść nikt z podłogi nie będzie, a mnie jaki by nie był ciuch, ozdobi jak wianuszek trumienkę.

To był piękny dzień. Chyba po raz pierwszy w życiu pozwoliłam sobie na faktyczne świętowanie własnego święta. I skupienie na składających życzenia. A nie było ich mało. Czy zawsze tak było, tylko tego nie zauważyłam, pochłonięta przygotowaniami?

Jestem starszą niezamożną osobą, bez wpływów i koneksji. Nic tym ludziom nie mogę dać. Szczególnie, że wśród dobrze mi życzących byli także znajomi/me moich synów. Wszystkie życzenia były zupełnie bezinteresowne, bo ja naprawdę nic nie mam…

Nieprawda. Mam. Mam bardzo dużo. Całą rzeszę aniołów, które umiliły mi dzisiejszy dzień. To coś, czego się nie kupi za żadne pieniądze. Gdy przechodziłam z Messengera na telefon, z rozmów na sms-y i gify, czułam ogromną wdzięczność i wewnętrzne ciepło. Doceniam ich wysiłek. Gdy tylko się obudziłam czekały już na mnie życzenia z Australii, choć ich autorka miała dziś trudny dzień. Moja ulubiona Gorolka 😉 nie dość, że zadzwoniła, to jeszcze wieczorem wysłała gif – serduszko z napisem „pszaja Ci” 🙂 Koleżanka od rana czekała, kiedy odbiorę wysłanego mi gifa, znak, że już wstałam i od razu zadzwoniła 🙂 To naprawdę wzruszające.

Popołudniu byli synowie i wnuczka. Moja krew 🙂 Trzy pokolenia. Młoda już świetnie łapie humor słowny i sytuacyjny, więc nie czekała na gry, ale jak równa równym uczestniczyła w rozmowach i żarcikach, ale z zainteresowaniem słuchała innych.

Pewnie taki opis swoich urodzin, czy imienin mogłoby dać każde z Was. Nie jestem jednak pewna, czy sobie to cenicie? No i czy (już!) stać Was na olanie formy i postawienie na treść, sens i sedno? Polecam 🙂