To pokolenie moich synów i ich rówieśników. Jako, że prowadziliśmy tzw. dom otwarty, tolerancyjny i liberalny, wielu z nich znam od dziecka. Widziałam, jak dorastali, jakie mieli marzenia, jak rozrabiali, jak ciężko pracowali, żeby się wykształcić. Wejście Polski do Unii, podobnie, jak ich rodzice, przyjęli entuzjastycznie i nad wyraz naturalnie i swobodnie poczuli się w Europie. To nie był łatwy czas, ale pełen nadziei. Czy ktoś to jeszcze pamięta?

To pokolenie, jak dziś myślę, miało zbyt wiele nadziei. I oczekiwań. I to nie była ich wina. Zawiedli ich nadzieje dorośli. Moje pokolenie. Nie o to chodzi, że zmiany wymagają poświęceń, ale, że zostały przeprowadzone w oparciu o stare wzorce, które w Europie nie mogły się przydać.”Pierwsze śliwki – robaczywki”. Szkoda, że to o tych młodych ludzi chodzi.

Minęły dwie dekady. Rozmowy z Młodymi mnie przygnębiają. Stan psychiczny ich rówieśników jest porażający. Fakt, nie wszystkich, ale ilość samobójstw, poważnych zaburzeń psychicznych w sumie w tak niewielkim kręgu, to koszmar. Młody opowiada, że na wakacjach, w sporym gronie, większość opowiada sobie u kogo mają terapię, jakie biorą psychotropy. To są ludzie z całej Polski, wykształceni, zazwyczaj z dobrymi dochodami. Co z nimi jest nie tak?

No, teraz pojadę rozumowaniem babci: jak na mój gust, to w dupie im się wszystkim poprzewracało. I ich rodzicom też. Tak skupili się na wykształceniu dzieci, że zapomnieli o tym, że najważniejsze nie jest to, ile zarobią, ani nawet jak, ale ich szczęście. I to, żeby byli przyzwoitymi ludźmi i takimi się otaczali. I, że rodzina, to nie jest najgorsze, co ich może spotkać, z wszystkimi wyrzeczeniami i obowiązkami.

Upadł dotychczasowy system wartości, a nie zbudowano innego. Wiem, to wymaga czasu, tyle, że nie za bardzo wiem, kto miałby go zaproponować? Jaki autorytet jeszcze nam się ostał? Czy ludzie potrafią sobie ułożyć dobre życie bez autorytetów? Ja tego nie wiem.

Oglądam na Netflixie szwedzki serial „Rodzinę plus” (Bonusfamiljen). Wybrałam go, bo polecono go jako komedię. Początkowo patrzyłam, bo patrzyłam, ale potem z przerażeniem stwierdziłam, że jest, niestety, dobry pod kątem merytorycznym. Ani razu się nie zaśmiałam, mimo komizmu sytuacyjnego. Moje życie nie było usłane różami, ale życie bohaterów to prawdziwy koszmar i beznadzieja. Niestety bardzo realistyczna.

Na koniec przydałby się jakiś optymistyczny akcent, więc powiem tak: bardzo się cieszę, że już mi bliżej, niż dalej i że doceniam fakt, że nie musiałam przeżyć życia w chaosie, przynajmniej przez 25 lat.