…a powiem ci, kim jesteś.

Pozwoliłam sobie na tę parafrazę nie po to, żeby dzielić czytelników na lepszych i gorszych. Każdy jest JAKIŚ, ani lepszy, ani gorszy i można go opisać bez wartościowania. Dokonuje wyborów podług własnego systemu wartości i potrzeb.

Jedna z blogerek, kiedy napisałam, że Tokarczuk mi nie odpowiada, poleciła mi coś w rodzaju rozwoju czytelniczego, większego wysublimowania, wprawienia się w czytaniu literatury trudniejszej, bardziej wymagającej. Sama, kiedy pisałam o jednej z książek, napisała, że jej nie przeczyta, choć sama nie wie czemu 😉 Ja przeczytałam trzy tokarczuki, zanim stwierdziłam, że to nie moja bajka, ona – żadnej. Trochę mnie to ubawiło 🙂 Doskonale wiem i rozumiem, o czym pisze Tokarczuk, ale w mój świat wartości niewiele nowego wnosi. Mam wrażenie, że zwyczajnie kocha sobie pisać i robi to dobrze, nie zważając jednak na odbiorcę. Myślę, że spodoba się ludziom mieszkającym w głowie, bystrych, inteligentnych, ale unoszących się, jak ta panienka z Dziadów, nad ziemią, nie dotykając jej. A to nie moja bajka. Nie potrzeba mi extra tematów, dzielenia włosa na czworo, bo prawdziwe życie jest o wiele bardziej ekscytujące i absorbujące.

Są czytelnicy, a może raczej czytelniczki, kochające powieści o romantycznej miłości w stylu Danielle Steel. Pewnie o takiej marzą albo choćby przy niej się relaksują. Mieszkają w emocjach. I OK. Ale znowu: co to, do diabła, ma wspólnego z prawdą o prawdziwym życiu? Ale to moja osobista reakcja.

Mnie interesuje prawda, realia zwykłego człowieka i wszystko, co pozwala mi go zrozumieć. Tak, wiem, że prawda obiektywna nie istnieje. Zawsze jest ona przesiana przez sito subiektywizmu piszącego i czytającego, ale można się starać do niej zbliżyć. Dlatego po „Chamstwie” Pobłockiego przeczytałam raz jeszcze „Pokorę” Twardocha. I przypomniałam sobie to, co wiem z przekazów rodzinnych, nie tylko moich oraz innych książek dotyczącej tego okresu. A teraz, czytając Daviesa „Mała Europa. Szkice polskie” chcę tę wiedzę osadzić w szerszym kontekście. Dla mnie to ma sens, bo jestem ciekawa, bo chcę wiedzieć, co mnie ukształtowało, stworzyło.

Są jeszcze tacy, którzy nie czytają wcale, nie mają takiej potrzeby i jest mi ich autentycznie żal. Powody są różne. Przypuszczam, że najczęściej zwyczajnie nie mają na to czasu ani warunków. Ani rodzinnego przyzwolenia – czytanie bywa odbierane, jako marnotrawienie czasu na głupoty.

Zdaję sobie sprawę, że moje preferencje są ściśle związane z wykształceniem i zawodem, który wykonywałam. Choć może jest na odwrót? Może wybrany zawód był tym, co mnie już wcześniej ciekawiło? Jakby nie było, każdy czytelnik jakoś doszedł do lektur, które wybiera. Ciekawa jestem Waszej drogi.

Reklama