Chciałam podzielić się z Wami swoimi obserwacjami dotyczącymi tego, co zmieniło się we mnie i w moim otoczeniu od marca 2020 roku. Ciekawa jestem, jak wygląda to u Was?

  1. Mój stan zdrowia znacznie się pogorszył. Moja nadzieja na jego polepszenie jest minimalna. Stan publicznej służby zdrowia jest opłakany gorzkimi łzami, a na leczenie prywatne mnie nie stać. Ale pal licho ja – swoje przeżyłam, jednak mam dzieci, wnuczkę…
  2. Wzrosła? pojawiła się? ogólna depresyjność. I to nie taka chwilowa, ale egzystencjalna i to także? głównie? wśród młodych ludzi. Nawet na potrzeby notki nie mam odwagi liczyć samobójstw wśród znajomych synów, a przecież nie obracają się wśród patologii.
  3. W mojej okolicy padły lub zmieniły standard na znacznie gorszy, sklepy, w których do tej pory się zaopatrywałam. I o dziwo, nie małe sklepiki, ale te sieciowe, czyli tańsze. Zresztą nie tylko w handlu jest kiepsko. Małym działalnościom gospodarczym mocno się oberwało. Korporacje trzymają się mocno i wyrzynają mniejszych konkurentów.
  4. Osoby, które jeszcze niedawno trzymałyby buzię na kłódkę, będąc krytyczne wobec swoich intelektualnych niedostatków, teraz poczuły się, jak ryby w wodzie, a niedobrze jest, kiedy głupi strofuje mądrego.
  5. Samorządy stały się znacząco mniej samorządne. Żeby zdobyć fundusze z NPŁ trzeba mocno się nagiąć.
  6. Ludzie już naprawdę stają się wobec siebie wilkiem.

Może mam po prostu pecha? Może jestem przewrażliwiona? Tak być może, ale fakty są takie, że życie z powyższych powodów stało się dla mnie trudne i to teraz, kiedy się starzeję i przydałby mi się spokój i stabilizacja. Zamiast tego zewsząd atakują mnie niepokojące wieści, wzbudzając uczucia, których wcale nie chciałabym przeżywać.

Najgorsza jednak jest świadomość, że tak wcale nie musiałoby być.

Zaraza kiedyś minie, ale szkody, które wyrządziła będziemy, wróć – będziecie odrabiać latami. I, ręczę Wam, nawet nikt Was za to nie przeprosi.